W Afganistanie spokojniej
Tytuł tekstu może być odbierany jako oksymoron, jednak najnowsze dane NATO wskazują, że wojskowi rzeczywiście mają dziś w Afganistanie mniej do roboty. Przynajmniej w powietrzu...
Kilka dni temu ISAF zaprezentowało dane za miniony rok, dotyczące operacji wojskowej w Afganistanie. Wynika z nich, że w 2011 roku lotnictwo Sojuszu wykonało rekordowo mało lotów, podczas których wykorzystano uzbrojenie. Grudzień był pod tym względem wyjątkowy – tylko 133 loty przeprowadzono z wykorzystaniem bomb lub innej amunicji. Oznacza to ponad 50-procentowy spadek akcji ofensywnych w porównaniu z grudniem 2010 roku.
Niewygodne naloty
Niewykluczone, że ta zmiana po części wynika z ostrego stanowiska Kabulu w sprawie nalotów NATO. Tajemnicą poliszynela jest, że bombardowania były solą w oku prezydenta Hamida Karzaja. Nieoficjalnie członkowie afgańskiego rządu przyznawali, że znacząco pogarszają one nie tylko wizerunek Zachodu, ale i samej administracji, która walczy o uznanie w kraju.
Miarka przebrała się pół roku temu, po tym, gdy samoloty ISAF omyłkowo zbombardowały dwa zabudowania cywilne w Salaam Bazaar, na południu kraju. Zginęło dziewięć osób. Karzaj zapowiedział wtedy, że zakaże bombardowań cywilnych obiektów. – Historia pokazuje, co Afganistan robi z najeźdźcami i agresorami – grzmiał rozjuszony.
Zapewnienia polityka okazały się kolejnymi pustymi pogróżkami, a maszyny ISAF nie zaprzestały przeprowadzania akcji ofensywnych. Mimo to opublikowany przez NATO dokument pokazuje, że ostre stanowisko Kabulu rzeczywiście mogło mieć wpływ na działania wojsk Sojuszu.
Bezpieczniej?
Wielu obserwatorów zmniejszenie liczby nalotów interpretuje jednak zupełnie inaczej. – Afganistan stał się mniej niebezpiecznym miejscem dla wojsk koalicji. Siły NATO nie są już wplątywane w tak wiele poważnych potyczek, które wymagałyby wsparcia lotniczego – podkreśla Noah Shachtman z "Wired".
Taką opinię częściowo potwierdzają raporty ISAF. W porównaniu z 2010 rokiem, w którym zginęło 711 żołnierzy, 2011 rok był spokojniejszy dla sił koalicji i przyniósł 566 ofiar (dane za iCasualities.org). W okresie od sierpnia do grudnia 2010 roku, kiedy ISAF dowodził gen. David Petraeus, przeprowadzono 3 tys. 336 ataków powietrznych. Jednak porównanie ostatnich pięciu miesięcy 2011 roku (dowódcą ISAF został gen. John Allen) pokazuje wyraźną tendencję spadkową: dokonano 2 tys. 74 nalotów.
- Nasza kultura, to kultura wyszczerzonych kłów, kultura "zabij, zabij, zabij" – na łamach "The New York Times" opowiada jeden z pilotów F/A-18 wykonujących misje nad afgańskim niebem. Jego zdaniem ta polityka dobiegła końca. – Wiele się zmieniło, od kiedy ostatnio służyłem w Afganistanie (...) dziś, jeżeli możemy wykonać operacje bez użycia sił powietrznych, tak właśnie ją przeprowadzamy – tłumaczy.
Mimo mniejszej ilości przeprowadzanych nalotów oraz stopniowego wycofywania wojsk amerykańskich, afgańskie niebo jest dziś bardziej zatłoczone niż kiedykolwiek. Dzieje się tak za sprawą dronów. Dane NATO wyraźnie pokazują, że liczba lotów szpiegowskich w ciągu dwóch lat wzrosła dramatycznie, bo niemal czterokrotnie. Dziś, każdego dnia obserwację w kraju, przeprowadza 85 tego typu maszyn.
W ostatnim czasie całkowicie zmieniono także metody dostarczania towarów do baz wojskowych. Dowódcy sukcesywnie rezygnują z niebezpiecznych dostaw zaopatrzenia drogą lądową i transportują towary za pomocą zrzutów lotniczych. Ta kosztowna taktyka znacząco przyczyniła się do zmniejszenia ofiar w ludziach. Nie dziwi więc, że w porównaniu z zeszłym rokiem, wojskowy transportowy ruch lotniczy wzrósł o ponad 25 procent.
Warto zauważyć, że pozytywne sygnały dochodzące z Afganistanu mogą mieć wpływ na właśnie rozpoczęte negocjacje pokojowe z talibami. Mniej spadających z nieba bomb, to mniej argumentów dla bojowników. Mniej ofiar po stronie NATO, to wzmocnienie pozycji przetargowej Sojuszu. Jednak czy w spokojny Afganistan jeszcze ktoś wierzy?
Tadeusz Markiewicz
Niewygodne naloty
Niewykluczone, że ta zmiana po części wynika z ostrego stanowiska Kabulu w sprawie nalotów NATO. Tajemnicą poliszynela jest, że bombardowania były solą w oku prezydenta Hamida Karzaja. Nieoficjalnie członkowie afgańskiego rządu przyznawali, że znacząco pogarszają one nie tylko wizerunek Zachodu, ale i samej administracji, która walczy o uznanie w kraju.
Miarka przebrała się pół roku temu, po tym, gdy samoloty ISAF omyłkowo zbombardowały dwa zabudowania cywilne w Salaam Bazaar, na południu kraju. Zginęło dziewięć osób. Karzaj zapowiedział wtedy, że zakaże bombardowań cywilnych obiektów. – Historia pokazuje, co Afganistan robi z najeźdźcami i agresorami – grzmiał rozjuszony.
Zapewnienia polityka okazały się kolejnymi pustymi pogróżkami, a maszyny ISAF nie zaprzestały przeprowadzania akcji ofensywnych. Mimo to opublikowany przez NATO dokument pokazuje, że ostre stanowisko Kabulu rzeczywiście mogło mieć wpływ na działania wojsk Sojuszu.
Bezpieczniej?
Wielu obserwatorów zmniejszenie liczby nalotów interpretuje jednak zupełnie inaczej. – Afganistan stał się mniej niebezpiecznym miejscem dla wojsk koalicji. Siły NATO nie są już wplątywane w tak wiele poważnych potyczek, które wymagałyby wsparcia lotniczego – podkreśla Noah Shachtman z "Wired".
Taką opinię częściowo potwierdzają raporty ISAF. W porównaniu z 2010 rokiem, w którym zginęło 711 żołnierzy, 2011 rok był spokojniejszy dla sił koalicji i przyniósł 566 ofiar (dane za iCasualities.org). W okresie od sierpnia do grudnia 2010 roku, kiedy ISAF dowodził gen. David Petraeus, przeprowadzono 3 tys. 336 ataków powietrznych. Jednak porównanie ostatnich pięciu miesięcy 2011 roku (dowódcą ISAF został gen. John Allen) pokazuje wyraźną tendencję spadkową: dokonano 2 tys. 74 nalotów.
- Nasza kultura, to kultura wyszczerzonych kłów, kultura "zabij, zabij, zabij" – na łamach "The New York Times" opowiada jeden z pilotów F/A-18 wykonujących misje nad afgańskim niebem. Jego zdaniem ta polityka dobiegła końca. – Wiele się zmieniło, od kiedy ostatnio służyłem w Afganistanie (...) dziś, jeżeli możemy wykonać operacje bez użycia sił powietrznych, tak właśnie ją przeprowadzamy – tłumaczy.
Mimo mniejszej ilości przeprowadzanych nalotów oraz stopniowego wycofywania wojsk amerykańskich, afgańskie niebo jest dziś bardziej zatłoczone niż kiedykolwiek. Dzieje się tak za sprawą dronów. Dane NATO wyraźnie pokazują, że liczba lotów szpiegowskich w ciągu dwóch lat wzrosła dramatycznie, bo niemal czterokrotnie. Dziś, każdego dnia obserwację w kraju, przeprowadza 85 tego typu maszyn.
W ostatnim czasie całkowicie zmieniono także metody dostarczania towarów do baz wojskowych. Dowódcy sukcesywnie rezygnują z niebezpiecznych dostaw zaopatrzenia drogą lądową i transportują towary za pomocą zrzutów lotniczych. Ta kosztowna taktyka znacząco przyczyniła się do zmniejszenia ofiar w ludziach. Nie dziwi więc, że w porównaniu z zeszłym rokiem, wojskowy transportowy ruch lotniczy wzrósł o ponad 25 procent.
Warto zauważyć, że pozytywne sygnały dochodzące z Afganistanu mogą mieć wpływ na właśnie rozpoczęte negocjacje pokojowe z talibami. Mniej spadających z nieba bomb, to mniej argumentów dla bojowników. Mniej ofiar po stronie NATO, to wzmocnienie pozycji przetargowej Sojuszu. Jednak czy w spokojny Afganistan jeszcze ktoś wierzy?
Tadeusz Markiewicz
« wstecz








